Motto:
„ Iloma językami władasz, tylekroć jesteś człowiekiem”

                                    – Johan Wolfgang  Goethe



Coraz częściej z pełną świadomością decydujemy się na zmianę miejsca zamieszkania i to nie jak kiedyś migrowaliśmy ze wsi do miasta po lepsze i łatwiejsze życie, ale odważnie przenosimy się na inne kontynenty. Prowadzący różnorakie programy TV lub piszący dla kolorowych tygodników pokazują turystyczno wypoczynkowe atrakcje wzbudzając w nas nieodpartą chęć przeżycia przygody. Przecież wystarczy zebrać się i wyjechać...

Czy z całą rodziną możemy ruszyć w świat bez szczegółowego przygotowania? Miałem okazje spotkać wielu śmiałków w bardzo trudnych sytuacjach, a były one szczególnie trudne, gdy w domu były maleńkie dzieci, lub zaskoczyła ich choroba.

Sam jestem emigrantem z własnej woli (przynajmniej tak o sobie mowie), i pozostanę nim aż do chwili gdy powrócę na stale w ojczyste progi, ale wtedy będę już repatriantem.

Wydaje mi się, że  kiedy już opuścimy swoja Ojczyznę  przypinamy sobie tabliczkę emigranta, a czasem wygnańca.

Wylądowałem w Chicago  IL jesienią ’85 pełen nadziei na spełnienie snu wielu ziomków i pełnych zazdrości członków bliższej i dalszej rodziny. Temu to się powodzi...

Coroczne wyjazdy po świecie (na wakacje) znajomość biegła dwu jeżyków europejskich poza ojczystym. ale nie angielskim! W kieszeni $1000 i trochę listów polecających  do Ameryki – ale Południowej!

Pierwszy prysznic już na lotnisku, gdzie poczułem się prawie upokorzony  nie rozumiejąc kompletnie  oficera wpinającego mi wizę do mojego paszportu.

Szybka decyzja  spowodowała  to że już następnego dnia szukałem szkoły języka tubylców bowiem nie przywykłem być językową  kaleką. Udało się całkiem gładko, choć wielu moich ówczesnych znajomych uważało. że to strata czasu. W szkole bez tłumaczeń na znany język początkowo było rożnie, ale wyobraźnia i doskonali nauczyciele  mimo wieczornej pory sprawili, iż po kilku tygodniach można się już z nami jakoś porozumieć. Dzięki jakiemuś jegomościowi  któremu wiele zawdzięczam całkiem bezinteresownie otrzymałem pierwszą pracę. Moje poprzednie wykształcenie i praktyka  w jednostce naukowo badawczej czy uniwersyteckiej  nic nie znaczyła. Tu liczy się praktyka w USA.  Zacząłem od „miotły” czyli prosto mówiąc od sprzątania w Zakładzie dla Dzieci Kalekich. Mój pierwszy znajomy wprowadzający mnie do nowego fachu, także mgr inż. z Krakowa, z namaszczeniem pokazywał mi jak należy wykonywać prace i jak nazywają się poszczególne narzędzia pracy w języku angielskim itp. itd.

Zamiatałem, mapowałem niewielkie przestrzenie, zbijałem bąki by przeleciało 8+ godzin przegrodzone obowiązkowymi przerwami i myślałem jakże spokojne można wieść życie, mając czas na piękno przyrody i poważniejsze przemyślenia, otrzymując godziwa zapłatę, no bo ciągle porównywałem ja do zarobków z Ojczyzny. Rozciągałem czas względnego spokoju, szczęścia i odpoczywałem po latach gonitwy za marchewka.

Nauczono nas myśleć i w tym wglądzie doszedłem jak wielu innych do przekonania ze wraz z wyjazdem z Ojczyzny straciłem nie tylko swoja pozycje społeczna,  bezpieczeństwo pracy zapewnione mi przez Układ Zbiorowy, ale i co najważniejsze i trzeba ją postawić w pierwszym rzędzie moją tożsamość. Czy to boli?

Poza nazwiskiem i imieniem którego i tak nikt nie potrafił poprawnie wymówić, byłem tu jak nowonarodzony, bo wszystko co było przedtem nie miało znaczenia i nie istniało.

Zaczynałem wiec swój życiorys od nowa.

Wspomnienia, przyzwyczajenia i wszystko kim byłem i co sobą reprezentowałem pozostało daleko po drugiej stronie Atlantyku. A wiec byłem nikim, z nic nieznaczącym nazwiskiem. Myślę, ze dobrze się stało , że szybko na zimno oceniłem sytuacje i nie robiłem z tego dramatu, postanowiłem trochę odpocząć psychicznie i wszelki wolny czas poświęcić nauce języka.

Tu liczyła się tylko niewielka część tego co miałem w głowie (no bo niewiadomo tak naprawdę do końca czego ich tam w starej Europie uczą) i tężyzna fizyczna lub wygląd zewnętrzny zależnie co i gdzie miałem robić.

Co było jeszcze ze mną to kilka linijek w moim pisemnym życiorysie zapełnionych drobnym drukiem pokazujących wszystkie lata nauki i pracy w miejscach które nikomu niczego nie mówiły, nie wspominając już o instytucjach.

Po kilku tygodniach powoli zacząłem być znowu rozpoznawalny, co dawało  mojej psychice jakąś formę bezpieczeństwa i nadziei, że nie będzie tak źle. Rozpoznawalność okupiona jednak musi być zdwojonym wysiłkiem i pracą ponad obowiązeki.

W czasie Świąt w samotności przeżywamy trudne chwile rozstania z rodzina, przyjaciółmi i kolegami. Jednak nauka, praca i zmęczenie szybko biegnących dni nie pozwala nam na dłuższą nostalgie. Odbudowa wizerunku osobowości zabiera wiele czasu i wymaga bardzo ciężkiej pracy. Za osiągniętym sukcesem zawsze się kryje jakieś niebezpieczeństwo, bo przecież nie wszystkim się to podoba. Bezinteresowna zawiść kwitnie na całym świecie i wybucha w najbardziej nieodpowiednich dla nas momentach.

Trzeba być czujnym i nie zwracać zbyt wiele uwagi na zazdrośników i nieudaczników.

Po latach nauczyłem się nawiązać do pierwszej części mojego Ja, która została zaakceptowana przez moich zwierzchników i współpracowników, ale tylko dlatego, że zaczynając od najniższego stanowiska pracy pokazałem, że stać mnie bezboleśnie przejść ze szczebla  na szczebel zyskując sukces i uznanie w oczach osób ze mną pracujących.

Z lat praktyki wysnuć mogę kilka podstawowych kwalifikacji które niezbędne    każdemu kto chce rozpocząć życie od nowa:

Język – nie musisz nim władać biegle, ale powinieneś moc się porozumieć wpodstawowym zakresie

Wyrozumiałość bardzo  ważne by od początku rozumieć, ze nowe miejsce pobytu tworzy wiele trudnych sytuacji i frustracji członków rodziny Wyrozumiałośc jest  podstawowym warunkiem powodzenia naszej przeprowadzki. To co przytrafia się tobie, przezywali wszyscy którzy podjęli trud zmiany kraju . Rozmawiaj z innymi, którzy przybyli tu wcześniej, oszczędzisz czasu odkrywania rzeczy dawno odkrytych jak też szybciej zaakceptujesz zmiany i chwilowe trudności  wynikające z nieznajomości nowego kraju.

Akceptacja – Pamiętaj, że ciągle jesteś na początku drogi pod górkę. Zaakceptuj   swoje nowe otoczenie i wskazuj  dobre strony dokonanej zmiany jak: możliwościnauczenia się nowych rzeczy np. języka, spotkania nowych ludzi,  nowych pomysłów i rozwiązań, odnowienie głębokich więzi rodzinnych, aż w końcu rozwój  własnej osobowości każdego członka rodziny.

Samozaparcie – bądź dzielny i nie zniechęcaj się przeciwnościami losu przecież to  jest twoje życie i robisz z nim co uznajesz za najlepsze dla ciebie i twych bliskich,a oni to zrozumieją i znajdziesz ich poparcie

Uśmiechnij się-Poranne pozdrowienie „How are you? Czy ?Como estas?” wymagają od ciebie poczucia humoru, bowiem nie znaczą w zasadzie nic. Retoryczne pytania nie oczekują wylewnych odpowiedzi, a właściwie znaczą tyle co„Hallo czy cześć”, może to wszakże być zaczepka do rozmowy. Południowcy są szczególnie rozmowni i nie maja problemów, ze my nie władamy ich  językiem biegle, są ciekawscy, wylewni i dowcipni tak, że często nam szczeka opada.

Miej otwarta głowę – nie upieraj się przy tym co znasz i ze to jest jedynie właściwe.  Tak postępując utrudniasz sobie życie, które możesz doprowadzić do katastrofy. Mając otwarta głowę i świeże spojrzenie na sprawy toczące się miejscowym rytmem, dostrzeżesz sens w tym co i jak robią miejscowi fachowcy i przekonasz się, ze mogą także zadowolić twoje potrzeby, a na racjonalizacje przyjdziejeszcze czas.

Chciej przeżyć przygodę- popatrz na swoje nowe doświadczenia i nowe otoczenie oczami dziecka, co otworzy ci drogę do nowych możliwości, wyzwań i nauki czegoś kompletnie nowego, czego nie doświadczyłeś nigdy nawet w najśmielszych marzeniach

Pozostań kim byłeś i zostań najlepszym jakim możesz być – nigdy nie pozwól sobie na to by w nowym kraju pokazywać kim byłeś poprzednio. To bardzo ważne by pozostać przy wartościach i wierzeniach  w których wyrosłeś bo będą one cię teraz wspomagały i umacniały w tym co zrobiłeś. Ameryka tak Północna jak i Południowa  w tym Ekwador, o którym mówimy najwięcej to wielojęzyczny  konglomerat  wielonarodowościowy, lub wieloplemienny ludzi z rożnych kultur i religii. Ta różnorodność będzie miała niewątpliwy wpływ na cala twoja rodzinę, a w szczególności dzieci, które będą nasiąkały nowymi zwyczajami wzbogacając i poszerzając horyzonty całej rodziny.