Tak się jakoś złozyło, ze w otatnim czasie prześladuje mnie pytanie : jak radzą sobie Twoje dzieci w szkole? jakie były ich paczątki? Poniewaz z własnego doświadczenia wiem, jak wazny jest to temat  - postanowiłam więc własną opinię przedsawić  tutaj.

                                                     

Kiedy dwa lata temu przyjechaliśmy do EC nasze dzieci miały pięć i siedem lat. Jeszcze przed wyjazdem wertowaliśmy dziesiątki stron oferujących pomoc dla rodziców pragnacych swe dzieci uczyc w domu, jak równiez przerózne podreczniki zatwierdzone przez ministerstwo edukacji. Zakladaliśmy (a moze tylko ja) iz dzieciaki bedziemy uczyć sami.

Mniej wiecej dwa miesiące po przyjezdzie zdaliśmy sobie sprawe, iz zgodnie z załozeniami nasze pociechy podnoszą swe kwalifikacje w zakresie: matematyki, historii, polskiego I angielskiego to coraz wyraźniej objawiał się  nam problem wyobcowania związanego z brakiem mozliwosci komunikacyjnych.  Co prawda nasze dzieci godzinami mogły bawić się ze swoimi anglojęzycznymi znajomymi (dzieki Bogu za nich) ale ich świat ograniczał się tylko do tych kilku osób.

Wtedy tez powstała myśl o zapisaniu ich do szkoły... proces okazał sie dość trudny ze względu na zblizający sie wielkimi krokami koniec roku szkolnego ( przed ministerialnymi zminami rok szkolny w Manabí kończył się w styczniu). Nie mniej jednak udało sie nam znaleźć szkołę, która przyjęła ich pod swe skrzydła.

No I zaczeło sie... o ile pierwszych kilka dni przebiegło całkiem bezboleśnie to z biegiem czasu problem dotknęły I nas.
Wspomniana juz bariera językowa - nawet dla tak młodych dzieci była czymś nie do przeskoczenia. Sprawy nie poprawiał tez wspomniany juz koniec roku szkolnego, bowiem zabiegana I przejęta egzaminami końcowymi pani nauczycielka, nie była w stanie poświęcić nalezytej uwagi nowym uczniom.  A znajmość języka angielskiego przez kolezanki i kolegów ze szkolej ławy okazała się nie wystarczajaca do codziennej komunikacji. Do tego doszły prace domowe, których wykonianie wymagało uzycia komputera, by móc zrozumieć polecenie.

W rezultacie nasze dzieci zaczęły płakać i błagac nas by juz więcej nie musiały iść do szkoły. Widok płaczacych dzieci rozczuli kazde serce - zwłaszcze, gdy to twoje dzieci. Nadszedł więc dzień kiedy powiedziałam dość! koniec! nigdy więcej szkoły!! Na szczeście dla naszych dzieci, wtedy do akcji wkroczył mój mąz i oznajmił nam, iz czy nam się to podoba czy nie dzieci nadal będą uczęszczać do szkoły! Więc następnego dnia pochlipując w takt z dzieciakami grzecznie znów odprowadziłam je do szkoły.

Tak,  ten pierwszy rok edukacji szkolnej w Ekwadorze byl dla naszej rodziny wyjatkowo cięzki. Nawet dziś po dwóch latach pobytu w tym kraju mamy swe gorsze dni, ale ogólny rezultat jest oszałamiajacy: nasze dzieci bez zadnych problemów mówią, piszą i czytają po hiszpańsku.
 
Czy było latwo? NIE
Ale napewno było WARTO!!

Dlatego tez, drodzy Rodzice, nie zniechęcajcie się, nie ulegajcie namowom i podszeptom.  Początki napewno nie będą łatwe, ale szybko dostrzezecie plusy płynące z Waszej determinacji.
Powodzenia :)